Skip to main content

Kiedy rosa jeszcze lśni na pajęczynach, a mgła znad Narwi leniwie zagląda w okna, Ty wciąż śpisz pod ciężką, pierzastą kołdrą. Nie budzi Cię alarm, lecz rytmiczne stukanie dzięcioła w starą olchę. Wychodzisz na ganek z kubkiem parującej kawy, a bose stopy natychmiast toną w chłodnym, miękkim mchu. Tu nikt nie zapyta o raporty czy terminy. Jedynym Twoim obowiązkiem jest obserwowanie, jak słońce powoli osusza trawy, i słuchanie ciszy, która w tym zakątku świata ma najpiękniejszą melodię. To Twój czas na oddech bez pośpiechu.

One Comment