Skip to main content

W cieniu starej stodoły, gdzie czas mierzy się nie sekundami, a długością padającego cienia, odnajdujesz utracony rytm serca. Powietrze jest gęste od zapachu suszonego siana i słodyczy dojrzałych papierówek, które same wpadają w dłonie. Zdejmujesz zegarek, bo tutaj „później” oznacza po prostu „kiedy przyjdzie ochota”. Siadasz na drewnianej ławie, czując pod palcami chropowatą strukturę niemalowanego drewna. Nie ma zasięgu, nie ma powiadomień, nie ma oczekiwań. Jest tylko ciepły wiatr, który mierzwi Ci włosy i szepcze, że w końcu jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być.