Skip to main content

Tam, gdzie polna droga gubi się wśród łanów zbóż, a niebo wydaje się niższe i bardziej błękitne niż gdziekolwiek indziej, zostawiasz za sobą cały świat „ważnych spraw”. Twoim jedynym drogowskazem jest bocian kołujący nad gniazdem. Wskakujesz w środek wysokiej trawy, pozwalając, by kłosy łaskotały Cię w kolana. Miasto z jego hałasem i ciasnymi garniturami wydaje się teraz tylko sennym koszmarem. Tutaj, przy akompaniamencie świerszczy, uczysz się na nowo, jak smakuje kromka swojskiego chleba z masłem i jak kojąco działa dotyk ziemi pod nagimi piętami. To luksus prawdziwego istnienia.